Widzew Łódź jest zespołem zdezintegrowanym, choć oczywiście pełnym piłkarzy z ogromnym potencjałem i, nie zapominajmy, bogatym. Kasa magicznie nie obroni „Czerwonej Armii” przed pierwszą ligą, w której to kierunku pewnym krokiem Widzewiacy zmierzają. Oczywiście, jest szansa, by zawrócić, przełączyć się na tryb stopniowego pięcia się w górne rejony tabeli. Niewiele jednak można już zrobić, gdy na przestrzeni sześciu miesięcy dokonano tylu zmian. Widzew relatywnie szybko miał zyskać choć namiastkę wielkości. Stał się pośmiewiskiem.
Na papierze? To nie mogło się nie udać
Ale jak to? Dlaczego? Pobijasz kolejne rekordy transferowe, sprowadzasz wieloletnią gwiazdę ligi duńskiej, gościa, który parę miesięcy temu grał w Lidze Mistrzów, dorzucasz pod koniec okna ósemkę z ogromnym ciągiem na bramkę, chłopaka, który zjadł ligę norweską – panowie Lerager i Kornvig. Co warte podkreślenia, na środku pola wsparci obecnymi, mocnymi na papierze Franem Alvarezem i Julianem Shehu. Igor Jovicević został postawiony w wymarzonej sytuacji.
Osman Bukari miał za sobą gorszy sezon w MLS, ale jego CV, doświadczenie w Lidze Mistrzów, to wszystko zachwyca. Strzelił gola Edersonowi, zanotował bramkę w meczu Ghany z Portugalią na Mistrzostwach Świata. Jest zdobywcą pucharu Francji z Nantes. W przeszłości przemawiały za nim konkretne liczby. Po raczej słabej przygodzie w MLS, Polska mogła wyglądać na dobry teren do rekonwalescencji, ponownego powrotu na najwyższy poziom. Można się zapytać, trochę złośliwie, gdzie jak nie w wielkim Widzewie? W takim gwiazdozbiorze?
Ale jak to Bukari, który w MLS nie miał liczb, gdzie nie ma defensywy i łatwiej jest grać ofensywnym zawodnikom nie ma liczb w Ekstraklasie i jest bezużyteczny?
Nikt się nie spodziewał… #GKSWID pic.twitter.com/7jyHmT7xDW
— Meksyk120 (@meksyk120) February 8, 2026
Reprezentant Polski, fenomen w kadrze Jana Urbana, Przemysław Wiśniewski wybiera Widzew Łódź kosztem Getafe CF. Znak czasów, kolejny kamyczek do ogródka władz La Ligi, jest nad czym myśleć, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję. Drugi reprezentant Polski, Bartłomiej Drągowski wzmocnieniem obsady bramki. Christopher Cheng, podobnie jak Kornvig, również cieszący się pozytywną reputację w lidze norweskiej. I do tego już nieco mniej działający na wyobraźnie, ale i tak wyglądający na solidnego Carlo Isaac. Brzmi super, więc dlaczego nie działa?
GKS Katowice był lepszy od Widzewa Łódź
Skoro to tak działa na wyobraźnie, za każdego z tych zawodników Widzew wydał niemałą forsę, każdy z tych graczy w swojej karierze, nie tak dawno, miał okres, w którym ewidentnie wyróżniał się na tle środowiska, w którym aktualnie grał – dlaczego Widzew dostał w trąbę od wyraźnie lepszego GKS-u Katowice? Dlaczego został zniszczony przez Jagiellonię Białystok? Czemu jest przedostatni, z identycznym dorobkiem punktowym co Bruk-Bet Termalica?
Są takie mecze, w których porażkę trudno wyjaśnić. Zresztą, znamy to dobrze. Twój zespół dominuje, wykręca niebotyczne xG, we wszystkich istotnych wskaźnikach wydaje się bardziej kreatywny, produktywny i jakościowy – by w 90 minucie trener rywali wpuścił dwumetrowego napastnika, który akurat nadzieje się na zagraną na oślep piłkę, sekunda dekoncentracji, choć byłeś lepszy – przegrywasz. Taki jest futbol, takie jest życie.
Widzew był słabszy od Jagiellonii Białystok. Co już bardziej alarmujące, Widzew, który podczas jednej zimy wydał kasę, jakiej Gieksa prawdopodobnie nie wydała w trakcie całej swojej historii, od tego GKS-u jest słabszy. Wygląda gorzej. Mateusz Wdowiak daje swojemu zespołowi więcej niż Emil Kornvig rywalom, Arkadiusz Jędrych w zasadzie niewiele się różni od Przemysława Wiśniewskiego, a Bartosz Nowak, jak zresztą często bywa, wygląda o klasę lepiej niż jakikolwiek piłkarz rywali. Taktycznie? Dużo ciekawiej wygląda wizja sympatycznego Rafała Góraka z GKS-u Katowice niż Igora Jovicevicia, tego co trenował Ludogorets Razgrad i Szachtar Donieck, prowadził zespoły w Lidze Mistrzów.
Nowy dzień, nowa historia, nowa strategia. Istota problemu Widzewa Łódź
Można zawsze zrzucić winę na logikę Ekstraklasy, ale naprawdę, apeluję – róbmy to tylko, gdy jest to ostatnią deską ratunku. I dzieją się rzeczy, których rzeczywiście wyjaśnić żadnym ludzkim sposobem nie idzie. Choć trudno w to uwierzyć, ta jałowa gra Widzewa, uległość wobec GKS-u Katowice jest wytłumaczalna.
Filozofia Widzewa Łódź zmienia się z dnia na dzień. Cele Widzewa Łódź zmieniają się z dnia na dzień. Raz walczymy o europejskie puchary w tym sezonie, raz w następnym. Raz chcemy się stabilizować, by po pół roku od kadrowej rewolucji znowu zmienić większość składu. Gdy budujesz dom, ale co pół roku wyburzasz fundament i kładziesz nowy, to nawet nie chodzi o to, że nie będzie wyglądał piękny, nie będzie wielki, okazały i wzbudzający zazdrość sąsiadów – on po prostu nigdy nie powstanie. Co może dawać choć nanoporcje nadziei, są zalążki pomysłu.
Polityka transferowa Widzewa zarysowuje się coraz wyraźniej. Sięgają chętniej po zawodników z północy. Geograficznego regionu, w którym podejście do futbolu w ostatnich latach się zmieniło – świadectwem tego jest wręcz nieco filmowa historia Bodo/Glimt. Z którego pochodzi coraz więcej, utalentowanych piłkarzy. Norwegia jest dwudziestym krajem z największą liczbą piłkarzy, którzy grają w ligach TOP5. Łącznie jest ich 32. Sverre Nypan z Rosenborg ląduje bezpośrednio za 15 milionów w Manchesterze City. Marius Broholm do mocnego LOSC Lille za połowę mniejszą kasę. Zmienia się spojrzenie na szkolenie młodych piłkarzy.
Skandynawowie ściągani przez Widzew Łódź są wsparci o reprezentantów Polski i zawodników, może nie wybitnych, bardziej do odbudowy z przyzwoitym CV. To nie wygląda na taki zły plan.
Igor Jovicević najsłabszym trenerem Widzewa?
To nie są jednak wzmocnienia punktowe, oparte o obserwacje, odpowiedzi na pytania co działa, a co nie działa, gdzie są braki, gdzie ich nie ma. To kadrowe rewolucje, które wymuszają pewne zmiany. A zmiany Widzew Łódź już przedawkował. Igor Jovicević jeszcze uczy się PKO Ekstraklasy, w środowisku trenerskim nie ma opinii wybitnego analityka. Są sukcesy na koncie, jest imponujące CV, ale być może nie ma dopasowania do bardzo taktycznej, wyrównanej Ekstraklasy, która, choć może brzmi to abstrakcyjnie, robi się coraz bardziej wymagającą taktycznie ligą. Tutaj takie pozorne drobnostki jak właściwe przygotowanie do meczu, czy chociażby zgranie bywają decydujące w końcowym podziale punktów. Nie zapominajmy, że Jovicević jest trenerem numer trzy w tym sezonie. Rozpoczęto od Zelijko Sopicia, później przyszedł krótki i dość komiczny etap z Patrykiem Czubakiem, a teraz Jovicević. Władze Widzewa podkreślają, że zwalniać go nie chcą, ewidentnie wyciągają wnioski z przeszłości, ale wygląda dużo gorzej niż jego poprzednicy.
Żelijko Sopić zgromadził średnią punktów na poziomie 1,17. Patryk Czubak – 1,25, a Igor Jovicević, dysponujący de facto najbardziej zgranym i najbardziej jakościowym składem pośród całej trójki – 0,78. Mówimy wyłącznie o spotkaniach w Ekstraklasie.
Wszyscy mają magiczny przepis na sukces – zmiana trenera.
Niedźwiedź zły. Myśliwiec zły. Sopic zły. Czubak zły. Jovicevic zły.
Ale następny, to już na 100% będzie dobry.No chyba, że nie. To wtedy już kolejny na 100%.
No chyba, że… pic.twitter.com/g0LmpeVh4j
— Maciej Winczewski (@winczu) February 8, 2026
– Analizowałem na żywo grę Widzewa z GKS-em i pisałem do swoich trenerów, co widzę w trakcie meczu. Wysłałem ponad 40 wiadomości. Widziałem wiele modyfikacji systemu, zachowań, automatyzmów. Widziałem ciekawy pomysł na grę, zwłaszcza w linii pomocy, gdzie była kreatywna trójka pomocników. Często grają na dwie szóstki albo dwie dziesiątki, często zbiegają dwoma dziesiątkami w boczne sektory, albo boczny obrońca wychodzi na skrzydło, a skrzydłowy wchodzi do środka i tworzą przewagę, więc tych możliwości i modyfikacji widziałem bardzo dużo – trochę w opozycji do ogólnej narracji staje Mariusz Misiura.
Misiura zapowiada, że Widzew będzie wielki, Jakubas ostrzega, Klemenz krytykuje
Nie brzmi to jak kurtuazyjne frazesy, raczej świadoma wypowiedź, może element jakiejś szerszej strategii Mariusza Misiury, szkoleniowca Wisły Płock. Sensacyjnego wicelidera, najbliższego przeciwnika Widzewa. Lukas Klemenz po konfrontacji z „Czerwoną Armią” podkreślał z kolei, że Gieksa może nie ma gwiazd i wielkich pieniędzy, ale ma drużynę – coś, czego w Widzewie nie zauważył. Zbigniew Jakubas, właściciel Motoru Lublin, podobnie jak pan Dobrzycki, jeden z bogatszych Polaków podkreśla w rozmowie u Tomasza Ćwiąkały, że gdy klub zacznie wydawać więcej niż może zarobić, wówczas zbankrutuje. Wypowiedzi, tej dość odległej od siebie trójki osób dają tam pewien komplementarny obraz Widzewa Łódź. Zespołu, na chwilę obecną rozbitego, prowadzącego nieodpowiedzialną politykę transferową, ale prędzej czy później skazanego na dobrą formę. Wiele wskazuje, że Widzew prędzej czy później ten wiatr w żaglach poczuje, bo choć jego gra jako całość wygląda źle, są elementy, które dobrze funkcjonują.
Kilka krótkich zdań o mocnych stronach Widzewa Łódź
Chociażby środek pola. Dobrze przy odbiorach wygląda Lukas Lerager. Parcie na bramkę, naturalną ciągotę, by prowadzić zespół pod pole karne rywala ma Emil Kornvig. Christopher Cheng jest dobrym wsparciem lewej flanki w Widzewie w tercjach ofensywnych. Może zrobić tam różnice, widać u niego jakość. Na szpicy jest Sebastian Bergier. Zawodnik bardzo skuteczny, ale żeby go odblokować, ta kreacyjna układanka musi wreszcie zadziałać i wyglądać nieco poważniej. Póki co loty wyraźnie obniżył Julian Shehu, jeszcze gorsze wejście niż Samuel Akere notuje Bukari, który przypomina bardziej bezradną i wypraną z boiskowej inteligencji kopię Nigeryjczyka sprowadzonego w letnim oknie transferowym.
#GKSWID
To był mecz za 6 pkt. a tu 12 porażka w lidze Widzewa Łódź. Zrobione transfery za 13 mln. euro nie działają.
Mam wrażenie że ta kasa została źle wydana. pic.twitter.com/HeN2HSP2jE— 𝙈𝙖𝙘𝙞𝙚𝙟 𝙈𝙖𝙘́𝙠𝙤𝙬𝙞𝙖𝙠 – 𝕄𝕒𝕔́𝕜𝕠 ⚽ (@Macko_director) February 8, 2026
Jak widać, pozytywne elementy są, ale jak to ma działać, skoro Widzew ma taki problem, by przenieść akcje w pole karne rywala, znaleźć przestrzeń do ataku, wyprowadzić składną kontrę? Trener Jovicević nie jest w stanie przekłuć indywidualnej jakości w coś na rodzaj gamechangera, gdy gra nie idzie, a to też jest przecież ważna sprawa. O trzech trenerach nie będę się powtarzał, ale fakt, że w jednym sezonie bramki Widzewa broni już czwarty bramkarz jest skrajnie komiczny i daje świadectwo nieodpowiedzialności pionu sportowego, który nie potrafi sprowadzić solidnego golkipera i nie jest w stanie dać komukolwiek trochę czasu i zaufania. A przecież tyle się mówi słodkich słówek, o tym, jak te dwa czynniki są niezwykle istotne.
W gabinetach też dzieje się więcej niż pownno. Mindaugas Nikoličius miał być świetnym specjalistą i zbawicielem – w listopadzie mu podziękowano. W międzyczasie do klubu sprowadzono Piotra Burlikowskiego. Nie chcę podważać jego kompetencji, ale trochę średnio pasuje do koncepcji światowego, kosmopolitycznego, wielkiego Widzewa. A jeszcze bardziej do tej koncepcji nie pasuje to nieszczęsne boisko na Łodziance, gdzie trenują te gwiazdy Widzewa Łódź – w środku parku, miejscu bardzo łatwo dostępnym i dobrze widocznym. Nie trzeba nawet wysyłać drona, wystarczy stanąć za drzewem, by już wiedzieć jak Widzew zagra w następnym meczu, kto jest w formie, a kto nie.
Widzew Łódź może być solidny, ale niech da sobie więcej czasu
Widzew Łódź ma zalążki solidności, strategii, ciekawego pomysłu na klub. Ale jest też organizmem, w którym wiele elementów do siebie absolutnie nie pasuje. Strasznie niespójny i zagracony klub. Jego egzystencji nie definiuje stała strategia – ewentualnie raz na jakiś czas uzupełniania o kosmetyczne poprawki – co niepowodzenie, Widzew otwiera nową historię. Nie ma jednak możliwości, by budować wielkość, siłę i potęgę bez potknięć, porażek, a nawet i wielkich wtop. Przyjemne chwile rodzą się w cierpieniach, pod wpływem nacisków, ogromnej presji. Robert Dobrzycki ma ogromny kredyt zaufania od fanów, ale nie może być zależny od ich nastrojów. Koniec końców nie będzie przecież oceniany przez pryzmat tego, ile razy im zaimponował poprzez wysoki przelew do klubu, ściągnięcie piłkarza o znanym nazwisku za duże pieniądze, postąpienie według woli braci kibicowskiej, której jednak pomysły na działania ulubionego klubu są zazwyczaj w ogromnej części uzależnione od emocji, jednej chwili.